Codzienność i Inne Nieszczęścia

środa, 21 listopada 2012

Na piątym biegu

Dostałam się na szkolenie do nowej korporacji, właśnie jestem w jego połowie. Podpisałam umowy, sratata, m.in. o poufności, więc za dużo mówić nie będę. ;-)
Ogólnie to bardzo jestem teraz zabiegana, więc mój czas na rozrywki, typu TŻ :D albo zwykłe poczytanie gazety ograniczył się do minimum. Mam godzinkę po szkoleniu na załatwienie spraw i przeczytanie gazety przed snem.

Dziś w sumie moim największym spostrzeżeniem było to, jak niektóre sytuacje są przewidywalne.
Jeździłam tramwajem na uczelnię-  widziałam samych studentów. Jeździłam tramwajem do liceum - sami licealiści albo młodsi. A teraz UWAGA, jeżdżę tramwajem do przychodni i nagle cały tramwaj to staruszkowie.
Ech.

Poza tym 1:0 z panią z przychodni! Oczywiście ja miałam rację, co do ubezpieczenia zdrowotnego. Hihihi :D Już nie dam sobie w kaszę dmuchać.

A włosowo: nakręciłam ostatnio włosy na papiloty gąbczaste i wyszła mi owca, ale po całym dniu zrobił się fajny bałagan i odpowiadały mi moje włosy. A wczoraj poszłam spać z olejkiem BabyDream fur Mama i Amla Dabur'a na skalp i rano zmyłam skalp szamponem Timotei Organic , a następnie nałożyłam odzywkę Garniera Awokado i Masło Karite na 20 minut i spłukałam i potem odcisnęłam włosy na pieluszce, i nie mogłam uwierzyć jak są lejące i wkurzające :D (nie lubię świeżo umytych włosów, bo mają tendencję do przeszkadzania gdzie popadnie:D)
Po całym dniu w kitce znów mi bardziej odpowiadają :D są takie oporniejsze na odkształcanie :D
a poza tym w grudniu będę musiała podciąć końcówki i poproszę TŻ, żeby zrobił mi to maszynką męską, bo pamiętam jak w Alternative Clubie fryzjerka końcową fazę strzyżenia robiła taką maszynką, i jak zbite  i dobrze obcięte były wtedy włosy.

WE WILL TRY. :)

Dobranoc!

sobota, 17 listopada 2012

Zastanawiałaś się kiedyś...?

Dziś obejrzałam film "Służące" i dowiedziałam się, że istnieje też książka o tym samym tytule, najprawdopodobniej oparta na prawdziwych wydarzeniach, no i dzięki której istnieje teraz świetny obraz z Emmą Stone w roli głównej.

A moje przemyślenia dotyczą właśnie tamtych czasów, kiedy kobiety jedyne co robiły, to rodziły dzieci i udzielały się w "Ligach", a przede wszystkim udawały wspaniałe gospodynie domowe. Nie mam na myśli tu polskich kobiet, bo tak naprawdę Polacy nigdy nie dopuściliby do uznania niewolnictwa. Chociaż tyle wspaniałości w naszym narodzie. Strasznie zirytowało mnie, że się dyskryminowało ciemnoskórych, że nadawali się tylko do sprzątania, opiekowania się dziećmi - czasem lepiej niż własne matki, które zwyczajnie nie miały powołania albo czasu. Nie wyobrażam sobie takiego domu, nie wyobrażam sobie, żeby obojętnie patrzeć, jak coś takiego dzieje się obok mnie. I dopadło mnie. Może jest cień szansy, że czasem nie potrafimy się odnaleźć w teraźniejszym życiu, że zdarza się nam nie wiedzieć, co tak naprawdę jest dla nas ważne, bo to życie nie było jedyne, które dano nam przeżyć?
Poczułam wielką więź z przeszłością. Teraz jedyną najważniejszą dla mnie rzeczą jest stworzenie idealnej rodziny, ale jestem pewna w 100%, że gdybym miała się urodzić 50 lub 100 lat wcześniej, byłabym albo emancypantką albo aktywistką i robiłabym wszystko by uwolnić kobiety albo osoby źle traktowane (w tym przypadku o odmiennym kolorze skóry).
Nie wiem w sumie, po którym z rodziców odziedziczyłam poczucie sprawiedliwości i uczciwości, ale to jedna z niewielu rzeczy, z której jestem naprawdę dumna, że ją posiadam.

A teraz śliczna piosenka, która za mną chodzi cały dzień:


Włosowo jestem w fazie testowań szamponu Timotei Delight Organic oraz odżywki Garnier Ultra Doux, Masło karite i awokado. :)
A w poniedziałek idę na dzień szkoleń. Wygląda na to, że dostałam niewolniczą pracę ;)

piątek, 16 listopada 2012

Bella

Jakoś ruszyło mnie to imię, i podejrzewam, że tak nazwę swoje dziecko :D Może dlatego, że oglądałam włoskie krajobrazy niedawno, albo po prostu Bella ma śliczne włosy (doczepione) i ogólnie jakieś takie kobiece imię (blablabla, ale mam chaotyczne myśli)
Ogólnie dziś byłam na drugim etapie tej śmiesznej rekrutacji, i byłam stanowcza i nie dałam sobie wcisnąć innego stanowiska, "gdyby tu brakło miejsc". :D Zadzwonili później, że przeszłam rekrutację pomyślnie i zaczynam szkolenie w poniedziałek. Nieważne, że będę zapitalać w święta i sylwestra...

Potem poszłam się odstresować do kina, a że chciałam uniknąć tłumów, bo to dziś dzień premiery ostatniej części Sagi Zmierzch, to poszłam na 13:30 i było może z 10 osób na sali.
Najlepsza część widowni oczywiście siedziała koło mnie. :D Trzynastoletnia (jak mniemam) fanka, która czekała dopóki film się nie zacznie, żeby wyciągnać swoje krakersy do wcinania :D, która chichotała pod nosem, jak któryś z bohaterów coś powiedział, albo siedziała na skraju siedzenia podziwiając ostatnią walkę, i krzycząc imiona swoich bohaterów, żeby nie umierali :D No po prostu słodka była :D Chociaż chciałam uniknąć właśnie osób, które lubią coś komentować w kinie na głos i przy tym wkurwiać wszystkich dookoła.
Jak oceniam film? Jak na ostatnią część nie zawiodłam się. Obrazy były śliczne, wreszcie czułam, że oglądam film w HD (bo po chuj taki wielki ekran mają w kinach). Wkurzyła mnie komputerowa postać córeczki, bo była tak perfidnie wklejona buzia w jakieś dziecko, po to tylko by kontrolować jej emocje na twarzy.
Sceny seksu były zadowalające (ciekawe czy 13letnie dziecię też doceniło magię tego momentu w tym filmie :D), fajerwerki były, skóry im błyszczały, itd., itd.
Przede wszystkim zachwyciły mnie doczepione kręciołki Belli. A to kilka zdjęć:
 zdjęcia z googli

P.S.: Bardzo trudno zadowolić mnie w kwestii scen łóżkowych :D ale akurat tutaj byłam zachwycona delikatnością i magią tego momentu. No trzyma mnie to cały czas.

Szybkie wrażenia "po"

http://www.trojmiasto.pl/Narracje

Po Narracjach jestem w sumie zawiedziona. Myślałam, że jeśli to art project to powinien być zorganizowany (jak mogłam się dać nabrać?). Pierwszy duży minus: mikrofon. Cholera jasna, na 70 osób - jedna prowadząca, która mówi do mikrofonu, a głośnik trzyma w ręku. Jeśli nie stoisz obok niej, nie wiesz o co chodzi.
Drugi to niechronologiczny rozwój wydarzeń. Po to dostaliśmy mapki z punktami od 1-iluśtam, żeby łatwo było się połapać dokąd teraz idziemy. Nie, chuj. To artyści. Musi być od 1 do 5, potem 9 do 7, etc.
Tak więc chcąc dużo zobaczyć, zobaczyłam nic. A w sumie tylko kartki z ulotki, które wertowałam namiętnie szukając najmniejszego sensu.
Wydarzenie kulturalne, mające na celu ożywić wizerunek Gdańska, a nie widziałam chyba nic z tym wspólnego, oprócz głosowej prezentacji w starym sierocińcu, gdzie nagrali dzieci szukające mamy, albo ich śmiechy i chichy lub strach.
Kolejny niewypał to dla mnie termin tego eventu. Rozumiem, że potrzebna jest noc, a raczej ciemność. Ale naprawdę, mimo młodego wieku zimno dalej oddziałuje negatywnie na moje kości, a w szczególności kręgosłup. Idealny czas na takie wydarzenia to lato. Wczesna jesień. Temperatury powyżej 10 stopni, a nie bliskie zeru. :/ Po kilku projektach, postanowiłam wraz z koleżanką oddać się przyjemności, jaką jest pójście do dobrej kawiarni na piwo/kawę/wino i odłożyć marznięcie na inny termin.



Poza tematem, dzień z falami uważam za średni. Nie mogę się do nich przyzwyczaić, nie umiem ich wiązać, żeby nie tracić skrętu, dziwnie się czuję bez możliwości wyczesania ich, i zdecydowanie nie pasują pod czapkę. Grgrgrgrg.

czwartek, 15 listopada 2012

Skrócona włosowa historia :-) (wreszcie uporządkowana)

Zacznę od początku tego, co pamiętam i mam udokumentowane. Jak się urodziłam miałam blond włoski, które się zaczęły kręcić z czasem.
 Wraz z czasem włoski zaczęły być dłuższe, więc falki się rozprostowywały.

 
Tutaj już byłam blisko pójścia do szkoły. W pierwszej klasie wygrałam konkurs na najdłuższe włosy (hehe, pokonałam sąsiadkę) i miałam je za biodra. Pamiętam jak się uczyłam robić kitkę, strasznie trudno było mi rozczesać końce, bo moja mała rączką nie dosięgała tak daleko.
Później oczywiście postanowiłam być dorosła i kazałam mamie zabrać mnie do fryzjera i ścięłam, akurat przed komunią -.-
To już chyba z 2 lata później (nie musze mówić, że włosy strasznie się zaczęły puszyć itd. fryzjerzy chyba mają zawsze zły wpływ, a szczególnie osiedlowi):

 Następnie zaliczyłam pierwsze cieniowanie włosów w 5 klasie podstawówki i zaczęły się wywijać końce:
 Pod koniec szóstej klasy chciałam sobie rozjaśnić włosy, więc poszłam po farbę do 24 myć, i oczywiście została na dłużej :D
 Tutaj poszłam do mamy "specjalistki" i zrobiła mi fryzurę ala garnek, nie wiem czemu kiedyś była modna i czemu akurat ja ją dostałam;/. Zaczęłam także prostować włosy po każdym myciu, ale wiedziałam o odżywce :D
 Później w gimnazjum zaszalałam i obcięłam włosy na chłopaka, ale zdjęć unikam, bo są obrzydliwe - okrągła buzia aż się prosi o DŁUGIE włosy. Następnie przez dłuższy czas starałam się znaleźć odpowiednią fryzurkę, żeby włoski ładnie rosły.
Jakby eksperymentów nie było dość, postanowiłam także znów wrócić do blondu :D
Tutaj moja ulubiona fryzurka od fryzjerów - podpięcie włosów na bal gimnazjalny i super grzywa ( której nie powinnam mieć, ale jednak fryzjerom się udało)
W lato chciałam zobaczyć się z loczkami:
Wielki łeb mi wyszedł, więc zamazałam sobie buzię :)
Na domiar złego, poszłam do liceum w rudych włosach, niestety zdjęć nie mam.
Zapuszczałam dalej dzielnie - ale miałam moment słabości i znów podcięłam włosy. Tym razem asymetrycznie, i była jedna wielka tragedia, gdyż nosiłam nawet czapkę przez miesiąc i płakałam codziennie.
Potem postanowiłam zrobić sobie czarne włosy a'la Joan Jett i wyszło mi coś takiego:
Mam buzie z różowymi rumieńcami więc wyglądałam jakbym nosiła perukę :D Ale pdoobno było bardziej widać, że mam niebieskie oczy.
Później jak się można domyślać, zrobiłam dekoloryzację, więc pięęęęękny wygląd końcówek:

Pomysł z jasną grzywką został na dłużej - czyli około półtora roku.
Włosy w tym czasie chyba wypoczęły, ale mój eks chłopak domagał się ciągle żebym je prostowała, a szczególnie najmniejszy loczek (wtedy też mi się coś wydawało nie tak, skoro wróciłam z mrozu i miałam loczki zamiast prostych :D)

 Gdy się "uwolniłam" to zrobiłam sobie brązik.
Na studniówkę zapragnęłam mieć jasne włosy, więc znów dekoloryzacją i latem po maturze wyglądałam tak:
Mój obecny "teściu" chciałby mnie zobaczyć w blondzie znów, ale ja jednak znów wróciłam do brązu, Loreal Casting Creme Gloss Mroźne kakao i Lola wygląda tak:

Niedługo potem poznałam swojego teraźniejszego i mam nadzieję, na zawsze tego jedynego :D i porównał mnie do Amy Lee, więc brązy królują dalej :D Tyle, że na lato z refleksami i ostatnio lekkie ombre:
A to było po próbie wydobycia fal, chyba jeszcze dluga droga przede mną :D jak wyciągam głowe spod prysznica to są śliczne i równe falki, a potem jak robię dyfuzorem, to się trochę robią sianowate. Będę musiała popróbować różnych metod. Ale mam teraz wszystko w jednej kupie ^^

Moja obecna pielęgnacja:
Oleje: oliwa z oliwek, BabyDream fur Mama, Dabur Amla, Dabur Vatika, naprzemiennie
Szampony: na razie tylko Alterra Makadamia i Figa i Morela i Pszenica (nie mogę kupić innego bo wpadnę w obsesję!)
Odżywka: Alterra Granat i Aloes
Maska: Biovax Keratyna i Jedwab, próbka Biovax do włosów ciemnych - chyba lepiej zadziałała na razie niż ta pierwsza.
Dodatki? Czasem psikam odżywką bez spłukiwania Biovaxu do włosów ciemnych, na końcówki daję trochę BDFM albo Vatikę, na laminowanie oddziałuję źle, na maskę z żółtka i miodu źle, na płukankę z siemienia lnianego źle.
Na razie próbuję co nie co. Ogólnie po zrobieniu ombre jak nie wyprostowałam włosów to miałam taką szopę na rozjaśnionej części, że się przeraziłam nie na żarty, i do serca zaczęłam sobie brać blog Anweny i jej porady. Zaczęłam od olejowania i efekt był od razu! :-) Mam teraz parcie na dbanie i staram się myć rzadko, co dwa dni, choć nawet zauważyłam, że świeżość włosów przy skórze zachowuje się dłużej. Ale cięzko mi wytrzymać, jak chce już coś nowego wypróbować. :-)

A teraz lecę na projekt Narracje na Starym Mieście.
Zeszłoroczne:


środa, 14 listopada 2012

Środowa rozmowa

Kiedy już się tyle tygodni szuka pracy, chyba człowiek robi się zdesperowany. Nie wiem, czy gdybym miała większy wybór, to bym zgadzała się na pracę w święta albo koniecznie zmianę do 20 w Sylwestra. Zresztą, która normalna firma świadcząca usługi, że tak powiem "na odległość", pracuje w święta? Normalny klient też nie zaprząta sobie głowy takimi bzdetami, jak dzwonienie do obsługi i koniecznie żąda natychmiastowego rozwiązania problemu. Może myślę standardowo, może nie potrafię się przestawić na myślenie teraźniejsze, że najważniejsze to mieć dostęp do wszystkiego 24/7. Rozumiem bank internetowy albo stacja paliw typu Neste, ale reszta? Czy umrę, jeśli faktycznie nie pójdę do sklepu niedzielą albo w święto? Jeden dzień chyba wytrzymam bez kupienia odżywki do włosów :-). Wracając do tematu pracy, rozmowa przebiegła strasznie schematycznie, zaczynam wątpić w kreatywność HR. Ile razy można słyszeć: "proszę mi powiedzieć, jak pani by wytłumaczyła osobie niewidomej, jak wygląda kolor niebieski?". Słyszałam takie pytania tyle razy, a ile razy od znajomych. Osoby zatrudnione na takie stanowiska mają sprawdzić w nas kreatywność, a sami kompletnie nie są kreatywni. Rozśmieszył mnie widok dziewczyny, kiedy tłumaczyła mi, czym zajmuje się firma, a oczami uciekała po ścianach, bo próbowała sobie przypomnieć dokładną formułkę. Co jeszcze zwróciło moją uwagę to plotki dochodzące zza drzwi, od koleżanek sekretarek, chociaż sądzę, że w agencjach pracy każdy zajmuje się rekrutowaniem ludzi, bo co innego mają do roboty? Dziewczyna spowiadała się drugiej przez pół godziny o jednej rzeczy, jaka jej się przytrafiła ostatnio i nią wstrząsnęła. Mianowicie zgubiła karnet na siłownię, a jak kilka minut później sobie przypomniała, że go nie ma, to już zniknął. OJEJ. Co za nieuwaga. 200 zł poszło w błoto. Istna tragedia.
Mniejsza :D Nie będę oceniać, w końcu sama jestem bezrobotna :D Każdy chciałby dostawać dobrą pensję, za gadanie sobie całymi dniami :D

Zmieniając temat, dziś dorwałam pieluchę tetrową i będę sobie nią owijać włosy po myciu, żeby nie ich nie zniszczyć. Ostatnio przeczytałam na blogu Czarownicującej, że mam falowane włosy, wg punktów. Jak była mała miałam loczki, później pod wpływem ciężaru mi się rozprostowały włosy, miałam je za pas. Moje włosy zawsze były podatne na wilgoć, a także na układanie fal. Czyli można by powiedzieć, że "były proste ale krzywe" :D Dlatego teraz będę próbować wydobyć z nich skręt. Mój najbliższy cel poza zapuszczaniem. :) Moje najbardziej aktualne zdjęcie włosowe: